|
Olbrzymie imperium Inków, którego czasy świetności przypadają na XV i pocz. XVI wieku, wraz z przybyciem do Ameryki Południowej hiszpańskich konkwistadorów, zaczęło podupadać. Najeźdźcy łupili i ogałacali inkaskie pałace i świątynie. Inkowie zaś próbowali za wszelką cenę je ukryć, dodatkowo kapłani inkascy nakładali na nie klątwy, które miały się wypełnić na każdym, kto usiłowałby je posiąść. Zniewolony lud wzniecał co jakiś czas powstania.
Największa tego rodzaju próba miała miejsce pod koniec XVIII wieku, a zorganizował je Tupac Amaru II. W tym samym czasie przybył do Peru Sebastian Berzeviczy, wraz z grupą Inków poznanych w Wenecji. Pomagał on powstańcom przy zakupie broni palnej czy szkoleniu wojskowym. Poznał tu i ożenił się z księżniczką pochodzącą z rodu Inków. Miał z nią córkę Uminę, która wyszła za człowieka należącego do rodziny Tupaca Amaru. Po upadku powstania Sebastian z całą rodziną ucieka do Wenecji. Ponoć zabiera ze sobą skarb. Tu rodzi się Antonio, syn Uminy a wnuk Sebastiana. Niestety hiszpańska inkwizycja dopada jego ojca. Rodzina ucieka do Niedzicy. Jednak i tam nie zaznaje spokoju. Umina zostaje zamordowana a jej syn Antonio, cudem uchodzi z życiem, uratowany przez służbę. Sebastianowi, którego życie dobiega już kresu, pozostaje bezpiecznie ukryć wnuka oraz skarb. Pierwsze zadanie zostaje szybko spełnione. Antonio zostaje oddany do adopcji Wacławowi Beneszowi i dorasta w Kromołowie na Morawach. A co ze skarbem ?
Sporządzono quipu, inkaskie pismo węzełkowe, które miało zawierać informacje o ukryciu skarbu. Zostało ono umieszczone w tubie i zakopane pod schodami na zamku w Niedzicy. Jeśli chodzi o skarb, to tak naprawdę nie wiadomo co się z nim stało. Istnieją przesłanki o tym, że Sebastian Berzeviczy miał go ukryć gdzieś na zamku Tropsztyn.
Antonio ożenił się z Polką, Barbarą Rubinowską, z którą miał czwórkę dzieci. Synowi Ernestowi, zgodnie z tradycją przekazał wszystkie dokumenty, ten przekazał je swojemu synowi Janowi. Najstarszego syna Jana – Andrzeja, odwiedziła w mieszkaniu w Bochni grupa gości, którzy chcieli odkupić pewne informacje. Nic nie uzyskali, ale rozbudzili ciekawość Andrzeja. Być może gdyby nie goście, pismo nadal leżałoby na zamku. Zwyciężyła ciekawość.
Andrzej Benesz dowiedział się, że akt adopcji znajduje się u Augustianów. Dalsze poszukiwania doprowadziły go do kościoła Św. Krzyża w Krakowie. Tam odnalazł schowany w starej księdze mszalnej. Informacje zawarte w dokumencie, pozwoliły na odszukanie quipu, prawdopodobnie testamentu Inków. I tak 31.VII.1946 roku, dokonano odkopania tuby. I na tym sprawa się właściwie zakończyła. Nie udało się ustalić miejsca ukrycia skarbu, głównie ze względu na sposób zapisu tej tajemnicy. Andrzej Benesz natomiast zginął w wypadku samochodowym w 1976 roku. Czyżby klątwa kapłanów ? I czy rzeczywiście jest gdzieś ukryty skarb Inków ?
|
|